niedziela, 18 grudnia 2016

GALERIANKA - rozdział 4

 
4

    Pan Zenek ukłonił się nie wiadomo komu i wyszedł, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
   Pan Zenek ogólnie był delikatnym mężczyzną: rachitycznej budowy, o miękkim, spolegliwym ciele, o cichym, drżącym głosie, słabych, przerzedzonych włosach.
   Gardziła panem Zenkiem i brzydziła się nim, tak samo, jak gardziła i brzydziła się nimi wszystkimi.
    Tak samo, jak gardziła i brzydziła się samą sobą.
    Była jednakże już dość przechodzonym towarem, takich jak ona nie wynajmowali nadziani biznesmeni ani nie wiedzący co zrobić z kasą synalkowie bonzów, szukający nowych wrażeń. Pozbawiona blichtru nocnego klubu, nie skąpana w czerwonym świetle, bez umiejętności wyginania się przy chromowanej rurze, musiała polegać na szeptanej reklamie klientów. Takie jak ona były tylko dla panów Zenków.
    A przecież wciąż jeszcze była piękna, wciąż czuła się młoda! Robiła wszystko, by zatrzymać czas, by wyglądać na dziesięć, albo i piętnaście lat mniej niż faktycznie miała. Nigdy nie pogodziła się z tym, co ciąża zrobiła z jej ciałem, ale nie dała się pokonać hormonom, zapłaciła za cesarkę w prywatnej klinice, by zachować najcenniejsze części ciała w nienaruszonym stanie, nie nakarmiła dziecka nawet raz, nie mogła dopuścić, by jej piersi kojarzyły się z czymkolwiek poza seksem. No i katowała się w siłowni w każdej wolnej chwili, a podstawę jej diety stanowiły kiełki i tofu.
    Żałowała, że nie pozbyła się dziecka, że nie usunęła ciąży, zbyt późno jednak dowiedziała się o niej i choć miała środki i możliwości, żeby zakończyć tę sprawę, ostatecznie sumienie jej nie pozwoliło. Poza tym Janusz tak bardzo nalegał na to, by urodziła! I cóż z tego? Pozwolił im obu uciec, nawet nie próbował ich szukać. I choć uznała to za szczęśliwe zrządzenie losu, gdy poznała Raoula, gdy kupiła hacjendę, w której wygodnie się umościli, czar prysł w momencie, w którym smagły małżonek zniknął z całym jej majątkiem. Wtedy to właśnie zatęskniła za ojcem Ilony. Wtedy po raz pierwszy się puściła z ogrodnikiem, nie mając czym zapłacić mu za pracę.
    Przetarła twarz dłonią, rozmazując spływający po policzkach tusz. Czuła, że rzęsy się jej odkleiły, że wymiętoszone delikatnie przez pana Zenka piersi zdają jej się jakimiś obcymi, przyklejonymi do jej ciała pasożytami. Zamykała oczy, gdy dotykali jej ci wszyscy starsi, niedowartościowani mężczyźni, nieszczęśliwi przy apodyktycznych, roztytych żonach, przy wiedźmach, którymi stały się ich młodzieńcze miłości. Dla nich była królową nocy, czułą kochanką, personifikacją tajonych przez lata fantazji. Zamykała oczy, wyobrażając sobie muskularne ciało Raoula, zamykała oczy, wspominając jurnego, po szczeniacku niewyżytego Janusza. Było im dobrze, bardzo dobrze, chyba właśnie dlatego zdecydowała się urodzić mu dziecko, naiwnie wierząc, że scementuje ich związek.
     Jakże bardzo się myliła…
    A teraz jej córka, prawie już dorosła, szła w jej ślady, tego była pewna, szła jedyną znaną sobie drogą, a ona, jej matka, jej rodzicielka, jej wyrocznia, nie robiła nic, by sprowadzić ją ze ścieżki nierządu…
    Usiadła na łóżku i pociągnęła łyk brandy wprost z butelki. Wstała i przeciągnęła się, poprawiła doczepione tresy czekoladowych loków, choć przecież kiedyś była naturalną blondynką. Dumnym krokiem, z wysoko podniesioną głową, choć przecież nikt na nią nie patrzył, podążyła do łazienki, zabierając ze sobą butelkę.
    Ilonka była tak bardzo do niej podobna: drobniutka, szczuplutka, o wielkich, szarozielonych oczach, miała nawet taką samą przerwę między jedynkami, którą rodzicielka poprawiła jeszcze w Hiszpanii. Januszowi się podobała, ale chciała wówczas zapomnieć o Januszu, zapomnieć o wszystkim, stać się bohaterką telenoweli i na kilka miesięcy jej się to udało.
    Teraz jej życie przypominało raczej ambitne, rodzime kino, pełne cierpienia i turpistycznego brudu. Leżała w starej, żeliwnej wannie, a po pomalowanych olejną farbą ścianach wiły się jak węże rury. Mimo to wokół wanny paliły się świece, a na ścianie zainstalowano luksusowy niegdyś bidet, którego histeryczne chrząkanie było dla niej sygnałem do zamknięcia oczu…
   Rozpacz i złamane serce uczyniły z niej kurwę. Owszem, puszczała się kiedyś, ale za każdym razem było to wynikiem jakiejś chwilowej fascynacji. No i jeśli robiło się to za darmo, to nie była prostytucja, prawda? Gdy Janusz się dowiedział, nawet nie zrobił jej sceny, zachował się raczej tak, jakby z ulgą przyjął do wiadomości istnienie pretekstu do rozstania. Na wspomnienie spowiedzi przed sędziną robiło jej się niedobrze. Wolała pamiętać późniejsze palmy na wybrzeżu, półwytrawne mojita w oszronionych szklankach, które Raoul stawiał przed nią raz za razem. Nie musiał się specjalnie wysilać, była łatwa, zachowywała tylko pozory oporu. Opalony, czarniawy gówniarz był tak miłą odskocznią po koszmarku szarego rozwodu, który odbył się w szarym listopadzie gdzieś w kraju położonym na południe od szarego, zimnego morza… Namiętny Hiszpan nosił na barana jej córeczkę, wyprowadzał bez szemrania sukę chiuaua, którą kupiła im "na pocieszajkę", to wszystko faktycznie wyglądało jak romantyczna komedia, których w Polsce nikt wówczas jeszcze nie kręcił.
    A gdy konto stało się wspólne, scenariusz nagle się zmienił. Raoul zniknął z pieniędzmi, musiała sprzedać hacjendę, by spłacić jego hazardowe długi. Bała się o siebie i córkę.
    Wróciła do kraju upokorzona, zaszyła się na blokowisku, gdzie do tej pory udawało jej się trzymać swój "fach" w tajemnicy. Ilona była wystarczająco dorosła, by sama się sobą zająć. I choć matka przeczuwała, że ostatnimi czasy zajmowali się nią również przeróżni "tatuśkowie", udawała, że nie widzi coraz to nowych szmatek, kosmetyków, perfum i elektronicznych gadżecików, na które przecież nie dawała córce pieniędzy.
    Musiała w końcu coś zrobić, musiała to przerwać, zanim na dobrze się rozkręciło, zanim obie stoczą się do ciemnej dziury, z której nie będą w stanie się wydostać, z której nikt ich nie wyciągnie.
    Dopiła brandy i zanurzyła się w wannie, niszcząc fryzurę za grube pieniądze, za pieniądze pana Zenka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz