sobota, 7 stycznia 2017

CZYTAM WYBIÓRCZO - zapowiedź wiwisekcji "Róży" Agnieszki Opolskiej

     Nie jestem recenzentką.
    Prezentowane pod szyldem "CZYTAM WYBIÓRCZO" opinie nie są niczym więcej, niż zapiskami osobistych odczuć, spostrzeżeń, które narzucają mi się podczas lektury książek wybranych ostrożnie, świadomie i z premedytacją. Jestem bowiem czytelnikiem kapryśnym, trudnym i marudnym. Niełatwo mnie zadowolić. Nie pochłaniam książek hurtowo, nie chwalę się udziałem w czytelniczych maratonach i wyzwaniach. Uważam, że lektura ma być przed wszystkim przyjemnością, ale musi wymagać od czytającego skupienia, myślenia, a treść powinna zapadać w nim na dłużej. Nie trawię historyjek "lekkich, łatwych i przyjemnych", mam w niewielkim poważaniu autorów ślepo podążających za czytelniczą modą, skrobiących kalki z zagranicznych bestsellerów czy odcinających kupony od własnej popularności. Piszę zbyt długo, aby w takich książkach cokolwiek mogło mnie zaskoczyć, a nie ma nic bardziej godnego pożałowania niż historia przewidywalna od początku. 
     Szanuję tych, którzy potrafili zdobyć czytelników wyłącznie dobrym tekstem, nie uciekając się do rozdawnictwa "gratisików i gadżecików", bez ulegania presji ekshibicjonizmu mediów społecznościowych. Niestety, tacy twórcy są gatunkiem wymierającym. Tutaj jednakże postaram się prezentować swoje wrażenia WYŁĄCZNIE po lekturze ich tekstów.
     O wiele większą przyjemność sprawia mi wytykanie autorom niedociągnięć niż skupianie się na zaletach ich dzieł. Zbyt dużo jest ostatnimi czasy literackich kompromisów, co sprawia, że do rangi dzieł urastają pisadełka marne i mierne, kpiące z inteligencji i wyobraźni czytającego. Nie godzę się na to, nie ma we mnie przyzwolenia na odmóżdżanie czytelników, na serwowanie im coraz łatwiej strawnej papki. Uważam, że o wiele ważniejsze od tego ILE czytamy jest to CO czytamy. Można pochłaniać rocznie dziesiątki książek, jednak wytrawnego czytelnika czyni jakość, a nie ilość pochłoniętych tomów. Ja nie poświęcam półprzezroczystym "dziełom" ani sekundy swojego czasu, choćby znajdowały się na szczycie list sprzedaży.
      I nie ma we mnie litości, tak jak nikt nie ma jej dla mnie.
     Już wkrótce pojawi się tutaj pierwsza opinia o powieści, na którą czekam, ponieważ jej autorka stanęła w poprzek prądowi, zaparła się i postanowiła pokazać, że można zaistnieć na rodzimym rynku bez rozwadniania własnych standardów, dla odmiany podnosząc sobie poprzeczkę. Przyznaję, żywię wobec "Róży" wielkie nadzieje, boję się kolejnego rozczarowania, których w ostatnich dwóch latach przeżyłam już zbyt wiele, by wierzyć w to, że krajanie potrafią jeszcze dobrze pisać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz