czwartek, 5 stycznia 2017

GALERIANKA - rozdział 6



6

     – Stary, ja nie wiem, nad czym tu w ogóle deliberować?
     Spojrzał na rozmówcę, jakby dopiero teraz go zobaczył.
    – Ty i moralniak? Stołeczne dziwki zarobiły na tobie więcej w ciągu ostatniego roku, niż przeciętny Kowalski w ciągu całego życia!
     Andrzej nigdy nie owijał w bawełnę.
     Poznali się w klubie tenisowym kilka lat wcześniej.
   Jasiek po raz pierwszy i ostatni w życiu uległ wówczas korporacyjnej modzie i zaczął grać z squasha. Zwykle sam walił piłeczką o ścianę, ale któregoś dnia jakiś dziwnie wyglądający facet zaproponował mu "dubelek". Zgodził się bez entuzjazmu i porządnie go złoił.
   "Andy", bo tak się przedstawił, żartując, że sięgnie niedługo poziomu Murraya, co było bardzo kiepskim żartem, zaprosił go później na drinka, błędnie interpretując przyjacielskie poklepywanie partnera, jakim uraczył go po meczu, jako podryw. Siedzieli przy whiskaczu w ekskluzywnym barze i gdy Andy złożył dłoń na ręce swego jednorazowego sparring partnera, zainkasował cios w szczękę.
     Wielokrotnie się później z tego śmiali.
    Dla Jaśka "przegięcie" Andrzeja było tylko znamieniem dręczącej go andropauzy. Koszula w krzykliwym kolorze, ufarbowane na czarno włosy, wziął to za objaw histerycznej obrony przed nieuchronnie zbliżającym się podstarzeniem. Nie zwracał uwagi na takie rzeczy, nigdy nie znał osobiście żadnego geja, obracał się w zmaskulinizowanym światku śmierdzących testosteronem, walczących o dominację samców alfa. Sam był jednym z nich i wydawało mu się to zupełnie naturalną, jedyną koleją rzeczy.
   Andy okazał się baronem produkcji porno gadżetów, wykorzystywanych w zagranicznych produkcjach BDSM. Kasa wpływała na jego konto nieprzerwanym, rwącym strumieniem, podczas gdy chińskie i indyjskie sierotki niestrudzenie nabijały ćwiekami obroże i splatały w misterne warkoczyki rzemienie pejczy. Właściciel firmy nie miał skrupułów w wykorzystywaniu najtańszej siły roboczej, nie miał również skrupułów gdy przychodziło do wybierania sobie partnerów do łóżkowych igraszek, podczas których testował najnowsze gadżety własnej produkcji.
    Dlaczego Jasiek w ogóle się z nim zadawał? Różniło ich wszystko, a może i więcej. Znajomość przetrwała, bo ten pretensjonalny pedzio był jedynym facetem z kręgu znajomych Jaśka, który mógł pozwolić sobie na to, by zasiąść z nim przy barze nawet o dziewiątej rano.
     – Wiesz, to jest tak, jak ze mną i z Wojtusiem…!
    Andy rozmarzył się, przegiętym gestem poprawiając włosy. Po kilku spotkaniach jego orientacja była dla Jaśka bardziej niż ewidentna, jak mógł nie zauważyć tego już przy pierwszym spotkaniu, patrząc na obcisłe, lycrowe spodenki i rozchełstaną koszulkę polo w kolorze… hmmm… morelowym?
      – Tylko bez szczegółów! – syknął w szklankę.
     – Dobra, dobra, chodzi mi o to, że to jest układ idealny! Młodzi są tani, naprawdę tani, a do tego ten wigor i…! Wojtuś, jak się postara, to…
      – Przecież prosiłem!
    – No dobra! Po prostu bierz ją, Jasiek, na pewno ciągnie jak odkurzacz, a jak sypniesz prezencikami, to może nawet pozwoli się zdeflorować? Wiesz, ile kosztuje nietknięta Ukrainka?? A tu masz towar rodzimy, pączek róży, być może wcześniej nie pukany!
    – Kurwa, Andy, ty to naprawdę jesteś przeżarty zepsuciem! – Jasiek dopił i skinął dyskretnie na chudoszczawego barmana, zerkającego sugestywnie na jego towarzysza. Andy nie pozostawał mu dłużny.
    – No widzisz, ja jestem teraz "w związku" z Wojtusiem, ale gdyby nie fakt, że to NAPARAWDĘĘ wyjątkowy chłopak, to nie zmarnowałbym żadnej okazji! – Puścił oczko do barmana, machając mu przed nosem zielonym banknotem. – Jeszcze po kolejeczce, słodziutki! – zaszczebiotał.
     – Pass! – Jasiek uniósł się z hokera. – Muszę dojechać do domu, a wiesz, że nie lubię prowadzić po pijaku. Chłopaki z drogówki zaczynają tracić cierpliwość, gdyby nie to, że dzielimy dziwki z komendantem, już dawno by mnie skreślił z listy chronionych numerów.
     Numer Andy'ego również znajdował się na tej liście, chłopaki na górze lubili się perwersyjnie zabawić, jego gadżety były chodliwymi łapówkami.
    Jasiek przekręcił kluczyk i ruszył powoli, zbierające się śniegowe chmury przykryły czerwonawym kożuchem ciemniejące niebo.
     "Jasiek"
   Tak właśnie się przedstawił, gdy usłyszał z drugiej strony "Andy". Obaj nie byli zbyt wylewni, jeśli chodziło o prywatne sprawy i miał wrażenie, że im mniej o sobie wiedzieli, tym korzystniejsze było to dla obu stron. Przechwalanie się erotycznymi podbojami to był w zasadzie jedyny temat, na jaki rozmawiali.
     I o to właśnie chodziło, żeby otrzymać od kumpla przyzwolenie.
    Wyjechał na strzeżone osiedle, a potem do podziemnego garażu, mając w głowie tylko jedno zdanie: "Po prostu bierz ją!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz