poniedziałek, 13 lutego 2017

GALERIANKA - rozdział 10



10

     Serce waliło mu jak oszalałe, ale oczywiście nie mógł tego okazać. Uśmiechnął się półgębkiem na jej widok, maskując zdenerwowanie. Siedział tak już od godziny i jak idiota wypatrywał jej w tłumie, przekonany, że wróci, że się pokaja, że zechce go przeprosić za swoje gówniarskie zachowanie, choćby tylko to i aż to.
     Ale czego się w końcu spodziewał? Przecież była gówniarą, nikim więcej! Chyba faktycznie za bardzo mu się nudziło, Andy miał rację, zepsuły go pieniądze, był przekonany, że wszystko mu wolno. Gdy miał ochotę na dziwkę, brał najdroższą, gdy miał ochotę na grzech, wybierał grzech absolutny.
     Tak właśnie wyglądała: jak idealne wcielenie żądzy, nieczystości, jasna plama w pstrokatym tłumie, chude nogi z wystającymi kolanami na niebotycznie wysokich szpilkach, kusa sukieneczka, musiała cholernie w tym marznąć, idiotycznie frywolne futerko, którego poły ściskała pod brodą, aż bał się wyobrażać sobie, jak wyglądało pod nim jej ciało opięte materiałem w kolorze... jak się nazywał ten kolor? Beżowy? Kremowy? Ecru...? 
     Była zdenerwowana, widział to aż nazbyt wyraźnie, gdy zbliżała się do stolika jak w zwolnionym filmie, nieletnia modelka na wybiegu, wystylizowana tak, aby wyglądać na dziesięć lat więcej. Na niewiele się to zdało, wciąż była gówniarą i przez moment poczuł jakieś dziwaczne wyrzuty sumienia, odpędził je szybko, w końcu podjął już decyzję. W zasadzie wyświadczał jej przysługę, bo jeśli była dziewicą, tak, jak sobie to wyobrażał świntuch Andy, to chyba lepiej, że straci cnotę z nim, a nie z jakimś...
     Kurwa!!
   Nigdy wcześniej nie miał tak młodej kochanki, owszem, przejechał tuziny, dziesiątki, może nawet setki dziwek, ale to...! To był już wyższy poziom seksoholizmu, wyższy poziom plugastwa! Jeśli wpadnie w to bagno, nie będzie już z niego wyjścia! 
    Po prostu da jej te cholerne perfumy, niech się dziewczyna cieszy, w końcu były pieprzone walentynki, a potem odwiezie ją do domu, żeby nie połamała sobie nóg w tych cholernych butach! Czy ona naprawdę przyjechała tutaj tak ubrana?? 
     Spojrzała na niego przelotnie, widział w tym spojrzeniu strach, błaganie o litość. Wstał i ruszył za nią, trzymając się na tyle blisko, żeby mogła usłyszeć jego głos. Jeśli zechce uciec, pozwoli jej na to, ale sądząc po tym, jak się odstawiła, była już zdecydowana.
     - Parking, poziom czwarty - rzucił w przestrzeń, zwiększając dystans między nimi,
     Stanęła przy windzie, tłum rozstępował się na boki, jakby bali się jej dotknąć, jakby była trędowata, a może po prostu onieśmielała ich wyzywającym wyglądem. Zjawiskowo młoda, zjawiskowo śliczna, zjawiskowo zgubiona.
     Wsiadł za nią do pustej windy i dopiero wówczas się odezwał.
     - Nie wzięłaś perfum.
    Nie odpowiedziała, poruszyła się niepewnie, zadarła głowę, aby na niego spojrzeć.
    - Nie było za co, no nie?
    - A teraz będzie za co?
    Przełknęła ślinę, uśmiechnęła się niepewnie.
    - Teraz nie będzie już tak tanio.
    Cholera! To naprawdę się działo! Ustalał z nią cenę! Poczuł do siebie niesmak...
    - Odwiozę cię do domu... - mruknął, gdy drzwi się otworzyły.
    Dreptała za nim, a gdy stanęli przy parkometrze, otuliła się szczelniej futerkiem i zadarła brodę.
    - A może ja nie chcę jechać do domu? Może chcę jechać do ciebie?
    Spojrzał na nią ze złością. Wszystko krzyczało w nim, żeby faktycznie zabrał ją do siebie, przeleciał, delikatnie, nie zrobi jej przecież krzywdy, postara się, aby było jej przyjemnie, a potem...
    Był wściekły na cały świat, na tę chorą sytuację, na to, że pozwolił sobie na chwilę słabości i tak naprawdę nie wiedział jeszcze, co zamierzał zrobić. Może zawiezie ją do siebie i nastraszy? Może to sprawi, że przestanie się puszczać? Ale co niby go to obchodziło??
    Poprowadził ją za łokieć przez parking, otworzył drzwiczki pilnując, żeby się nie potknęła.
    Tak właśnie zrobi, zabierze ją do domu, a potem, a potem... Miał sześć kilometrów na to, aby zastanowić się, co zrobi potem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz