środa, 22 sierpnia 2018

SCENY Z ŻYCIA ŁOWCÓW - ROWER

SCENY Z ŻYCIA ŁOWCÓW



Rower

 okolice Londynu, 1889

Armagnac westchnął głęboko i uniósł brwi, bardziej rozbawiony, niż zdziwiony. 
Nie pierwszy już raz Lothar przytargał do ich domu "epokowy wynalazek" i zachwycał się nim, choć zwykle nie było się czym zachwycać. 
Wóz zajechał tuż po zmroku, a ze skrzyni ozdobionej wielkim napisem "ROVER" dwóch odzianych w firmowe liberie parobków wyniosło jakiś przedziwny pojazd. Tak przynajmniej zdawało się pianiście, bo konstrukcja ze stalowych rurek była wyposażona w dwa duże koła. Równie dobrze jednak mogła służyć do zadawania jakichś wymyślnych tortur, albo...
- Piękny, prawda?
Armagnac otrząsnął się z wizji nagiego Lothara przywiązanego do urządzenia.
Wiele można było o tym czymś powiedzieć, ale na pewno nie to, że było piękne.
- I do czego to niby służy? - spytał pianista cicho, podchodząc bliżej.
- Do przemieszczania się! Jest wyposażony w pneumatyczne opony! - Oczy Lothara rozbłysły jak u małego chłopca, który właśnie rozpakował nową zabawkę.
- W co? Co to jest pneumatyczna opona, do diabła?
Lothar zamarł w pół gestu zbliżonego do pieszczotliwego głaskania siodełka, na którym można było usiąść, albo je sobie wetknąć; Armagnac nie wiedział, która opcja bardziej go bawiła.
 - No... w opony, które trzeba... dmuchać...
- Dmuchać? - Brwi Armagnaca podjechały wysoko na czoło. - Jak "dmuchać"? Ustnie...?
Wargi Lothara zjechały się w ciup, zmarszczył czoło.
- Nie wiem, może i ustnie. Miejmy nadzieję, że są wystarczająco nadmuchane! Zażyczyłem sobie model gotowy do jazdy!
- Do jazdy?
- No tak, a po co niby go kupiłem? Zobacz, tutaj się siada, stawia nogi na te podpórki, a potem łapie równowagę jak na koniu! - Lothar był coraz bardziej rozentuzjazmowany.
- Przecież ty nigdy w życiu nie siedziałeś na koniu! - prychnął Armagnac.
Twarz Lothara stężała, po czym uśmiechnął się wymownie.
- Ja nie siedziałem na koniu...? - spytał cicho swoim najbardziej zmysłowym głosem. - Siedziałem na tylu koniach, że nie jestem w stanie ich zliczyć czy spamiętać!
Armagnac przewrócił oczami.
- Dobrze wiesz, że nie o takiego konia chodzi! A buty do woltyżerki nosisz tylko dlatego, że dobrze w nich wyglądasz!
Lothar wzruszył ramionami.
- Czy ty już na to wsiadałeś? - Armagnac skrzyżował ręce na piersi, rzucając towarzyszowi wyzywające spojrzenie.
- Jeszcze nie. Ale widziałem, jak to się robi, na terenie zakładu!
Armagnac parsknął.
- Pięknie! Muszę to zobaczyć! Wsiadaj i jedź!
Z Lothara jakby uszło nieco powietrza, ale już po chwili wyprostował się, a jego twarz przybrała wyraz mówiący mniej więcej; "Co, ja nie dam rady??", po czym przerzucił nogę nad stalową ramą i stanął okrakiem nad pojazdem.
- I co dalej? - spytał Armagnac kpiąco, jednocześnie zastanawiając się, jak zaproponować Lotharowi inny rodzaj "przejażdżki", jeśli ten oczywiście wróci cało z eskapady.
- Teraz będę kręcił tymi, no, jak one się nazywały... i pojadę tędy, w dół wzgórza.
- Jesteś pewien, że dasz radę?
- Próbujesz mnie obrazić? Skoro jakiś burak bez ogłady i polotu potrafi jeździć na czymś takim, to dżentelmen tym bardziej sobie poradzi!
- Ty nie jesteś żadnym dżentelmenem!
- Zamknij się, Armagnac! - rzucił skrzypek, po czym wbił obcasy w ziemię, pochylił się, i dzierżąc pewnie kierownicę odbił potężnie. Pomknął w dół wzgórza, wyjąc dziko jak podrostek na sankach.
Oczywiście, że dał radę.
W końcu był Łowcą, mógł i potrafił wszystko.
Armagnac patrzył przez chwilę za oddalającą się sylwetką, białe włosy powiewały za nią, gdy pojazd podskakiwał na wybojach.
Na pneumatycznych oponach. Jednak to nie dmuchanie opon pianista miał jeszcze na ten wieczór zaplanowane.

WIĘCEJ HULANEK ARMAGNACA I LOTHARA W POWIEŚCI "WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz